Wydawnictwo Zysk i S-ka, Okładka miękka, 394 s., Moja ocena 4/6
Nie ukrywam, że rozpoczynając lekturę Florenckiej gry liczyłam na coś więcej. Może gdyby nie entuzjastyczne peany na okładce, nie byłabym nastawiona tak krytycznie, nie oczekiwałabym epokowego kryminalnego dzieła. Po raz kolejny potwierdza się teoria, iż wydawcy powinni sobie darować wszystkie ochy i achy przy wprowadzaniu nowego autora na nasz rynek.
Sama fabuła jest ciekawa. Miejscem rozgrywek na linii policja - tajemniczy zabójca jest stolica Toskanii, przepiękna Florencja. Trzeba autorowi przyznać, iż opisane przez niego miasto, wszystkie jego zakamarki, uroki (ale i wady) sprawiają, iż Florencja i tak już rozsławiona na świecie za swój urok, jeszcze zyskuje (o ile to oczywiście możliwe).
Głównym bohaterem jest komisarz Michele Ferrara, mieszkający w przepięknym mieszkaniu ( z magicznym widokiem na rzekę Arno), kochający żonę, celebrujący rodzinne posiłki (ach te opisy toskańskich przysmaków) i dzielnie, nieustraszenie walczący z przestępcami. Tym razem na jego drodze staje psychopatyczny zabójca, który zostawia za sobą krwawe ślady w postaci kolejnych zwłok. Ekipie komisarza wydaje się pewnym, iż ujęcie sprawcy nie sprawi im większego problemu. Sami nie wiedzą, jak bardzo się mylą. Na drodze staną im bowiem zarówno mafia, jak i religia. Na dodatek sprawa coraz bardziej się gmatwa, ofiar nic absolutnie nie łączy, sam komisarz dostaje na adres domowy grożne anonimy. Co łączy te rzeczy, co maja wspólnego kolejne anonimy z bestialsko mordowanymi ofiarami?
Nic więcej nie napiszę, nie zdradzę wam żadnych szczegółów.
Książkę czyta się dobrze, chociaż nie przeczę, że początek jest lekko...hmmm..ospały, jak toskańska sjesta. Jednak, gdy przez niego przebrniemy (co dzięki bajecznym opisom nie jest trudne) akcja zdecydowanie przyspieszy, aż do (nie ukrywam) zawrotnego finału.
I niby wszystko jest ok, trupy są, psychopata jest, tajemnica jest, waleczny, dzielny komisarz jest, wspaniale tło także, ale czegoś mi brakowało. Nie potrafię się zachwycić, tak jak sugerują to napisy na okładce. Niemniej lekturę książki polecam, bo jest to na prawdę dobry kryminał, tylko moje oczekiwania były zbyt wygórowane. Dam jednak Giuttariemu jeszcze jedną szansę. Jestem od lat wielbicielką weneckich kryminałów pióra Donny Leon i przyznam się, iż 1. część przygód komisarza Brunettiego nie wprawiła mnie w czytelniczy zachwyt. Obecnie wielbię miłością wielką tę serię. Liczę, iż z komisarzem Ferrarą będzie podobnie.
czwartek, 10 listopada 2016
poniedziałek, 7 listopada 2016
Owce i pasterz
Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5/6
Andrea Camilleri to znany także u nas włoski reżyser teatralny oraz pisarz. Jego twórczość literacka, to głównie seria kryminałów z komisarzem Salvo Montalbano w roli głównej. Za sprawą Wydawnictwa Literackiego mamy okazję poznać inną, niekryminalna stronę twórczości włoskiego pisarza.
Owce i pasterze, to doskonale skonstruowana opowieść o historii, która wydarzyła się na prawdę. To historia zamachu na sycylijskiego biskupa i śmierci dziesięciu zakonnic. Akcja rozgrywa się latem 1945 roku.
Wtedy na Sycylii (nie bez kozery kojarzonej do dziś z siedliskiem zbrodni, korupcji i przestępczości) został postrzelony biskup miasteczka Agrigento, Giovanni Battista Peruzzo. Jego jedyną winą (albo zasługą, zależy jak na to spojrzeć) było opowiedzenie się po stronie słabszych, pokrzywdzonych.
Po latach Camilleri pochodzący z Sycylii, doskonale znający tamtejsze realia, rozpoczyna swoiste śledztwo. Jednak ostrzegam tych, którzy ewentualnie w książce tej szukają typowego, rasowego kryminału. Nic z tych rzeczy. jest to raczej dobrze skonstruowana i opowiedziana historia, dalej p[oprowadzone śledztwo, ale idące takim tropem, jaki autorowi książki odpowiada.
Owce i pasterz, to jak dla mnie forma pośrednia pomiędzy opowiadaniem, kryminałem i reportażem z dużą domieszką dokumentu. Całość bardzo ciekawie skonstruowana. Historia nakreślona prostymi zdaniami, postawione wiele pytań, hipotez, często idących bardzo daleko. Nie na wszystkie pytania uzyskujemy odpowiedź. Wiele kwestii Camilleri pozostawia otwartymi.
Niewątpliwie autor próbuje po latach dociec prawdy, ustalić co tak na prawdę wydarzyło się w lipcu 1945 roku na Sycylii. Bowiem postrzelenie biskupa to dopiero początek może nie tyle tajemniczych (bo takie określenie kojarzy mi się z jakimś mistycyzmem, sferą niczym świat duchów) co dziwnych, niezrozumiałych, zaskakujących wydarzeń.
Ogromnym plusem książki jest język, jakim posługuje się włoski pisarz, oszczędność formy, a jednocześnie doskonale ukazany sycylijski świat. Klimaty Sycylii mogą zaskoczyć nawet osoby doskonale znające kontynentalna Italię. Dodatkowo czyni je innymi czas, w którym rozgrywa się cała historia.
Owce i pasterza przeczytałam błyskawicznie. Książka liczy niewiele ponad 100 stron. Camilleri wykonał kawał porządnej roboty. Gorąco zachęcam was do lektury.
Andrea Camilleri to znany także u nas włoski reżyser teatralny oraz pisarz. Jego twórczość literacka, to głównie seria kryminałów z komisarzem Salvo Montalbano w roli głównej. Za sprawą Wydawnictwa Literackiego mamy okazję poznać inną, niekryminalna stronę twórczości włoskiego pisarza.
Owce i pasterze, to doskonale skonstruowana opowieść o historii, która wydarzyła się na prawdę. To historia zamachu na sycylijskiego biskupa i śmierci dziesięciu zakonnic. Akcja rozgrywa się latem 1945 roku.
Wtedy na Sycylii (nie bez kozery kojarzonej do dziś z siedliskiem zbrodni, korupcji i przestępczości) został postrzelony biskup miasteczka Agrigento, Giovanni Battista Peruzzo. Jego jedyną winą (albo zasługą, zależy jak na to spojrzeć) było opowiedzenie się po stronie słabszych, pokrzywdzonych.
Po latach Camilleri pochodzący z Sycylii, doskonale znający tamtejsze realia, rozpoczyna swoiste śledztwo. Jednak ostrzegam tych, którzy ewentualnie w książce tej szukają typowego, rasowego kryminału. Nic z tych rzeczy. jest to raczej dobrze skonstruowana i opowiedziana historia, dalej p[oprowadzone śledztwo, ale idące takim tropem, jaki autorowi książki odpowiada.
Owce i pasterz, to jak dla mnie forma pośrednia pomiędzy opowiadaniem, kryminałem i reportażem z dużą domieszką dokumentu. Całość bardzo ciekawie skonstruowana. Historia nakreślona prostymi zdaniami, postawione wiele pytań, hipotez, często idących bardzo daleko. Nie na wszystkie pytania uzyskujemy odpowiedź. Wiele kwestii Camilleri pozostawia otwartymi.
Niewątpliwie autor próbuje po latach dociec prawdy, ustalić co tak na prawdę wydarzyło się w lipcu 1945 roku na Sycylii. Bowiem postrzelenie biskupa to dopiero początek może nie tyle tajemniczych (bo takie określenie kojarzy mi się z jakimś mistycyzmem, sferą niczym świat duchów) co dziwnych, niezrozumiałych, zaskakujących wydarzeń.
Ogromnym plusem książki jest język, jakim posługuje się włoski pisarz, oszczędność formy, a jednocześnie doskonale ukazany sycylijski świat. Klimaty Sycylii mogą zaskoczyć nawet osoby doskonale znające kontynentalna Italię. Dodatkowo czyni je innymi czas, w którym rozgrywa się cała historia.
Owce i pasterza przeczytałam błyskawicznie. Książka liczy niewiele ponad 100 stron. Camilleri wykonał kawał porządnej roboty. Gorąco zachęcam was do lektury.
sobota, 5 listopada 2016
Cicha fala - Gianrico Carofiglio
Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Sednem, osią książki jest przede wszystkim wypalony, dojrzały policjant, który kilka miesięcy po traumatycznych przeżyciach dochodzi do siebie. 2 razy w tygodniu odwiedza psychoanalityka, zmniejsza dawki leków, powoli zaczyna cieszyć się prostymi rzeczami. W takim momencie poznajemy Roberta, oficera carabinieri.
Krok po kroku śledzimy wydarzenia, które doprowadziły męźczyznę na skraj załamania, poznajemy jego życie z okresu przed punktem zero, czyli swoistym zapalnikiem, który wywołał traumę, śledzimy to co się z bohaterem dzieje teraz.
Krok po kroku śledzimy także wydarzenia, za przyczyną których Robert wplątuje się w przedziwną, ale i groźną historię. Do tego dochodzi tajemnicza, intrygująca kobieta z reklam i 12-letni chłopiec, którego sny są niesamowicie realne, ale i groźne. Co tę trójkę łączy? Czy w ogóle coś ich łączy?
Prawdziwie mroczna, w stylu noir historia. Z tym, że od razu zaznaczam, nie jest to kryminał.
No przynajmniej nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Owszem wątek kryminalny, zbrodnia występują, ale nie w taki sposób, jak to sobie wyobraża przeciętny czytelnik.
Osią tej książki jest postać Roberta, doświadczonego carabinieri, człowieka po traumie, na rozdrożu. To na nim bazuje autor, a cała dalsza opowieść jest tylko dodatkiem (choć nie ukrywam, niezwykle zręcznym) do zaprezentowania podżwigania się człowieka z nieomal dna, wychodzenia z mroku na prostą.
Czyli cała akcja rozgrywa się wokół człowieka, którego pewnego dnia kolega policjant znajduje siedzącego przy biurku z pistoletem w ustach. Policjant opowiada, iż zastanawiał się wtedy, czy jeżeli strzeli sobie w głowę z bliska, naprawdę nie poczuje bólu, czy wtedy wszystko się skończy?! Czy gdy go znajdą, będzie leżał we własnych odchodach, jak zwłoki zamordowanych, które widział tyle razy. Czy instynktowny i nagły lęk przed śmiercią okazałby się wolniejszy niż nabój Parabellum kalibru dziewięć milimetrów, który miałby przeszyć jego mózg i roztrzaskać czaszkę.
Carofiglio ma dar oddawania mrocznej atmosfery, stopniowania napięcia, pokazywania dramatu jednostki. W tej książce stanął pod tym względem na wysokości zadania.
Brak w Cichej fali szybkiej akcji, brak pościgów, strzelanin. Jeżeli tego szukacie, to nie jest z pewnością książka dla was. Jest za to opowiedziana krótkimi rozdziałami (niczym migawkami filmu) sylwetka człowieka, jego praca w zasadzie u podstaw o odzyskanie życia i chęci do czegokolwiek, jest przemiana i walka z własnym wnętrzem i tym co dzieje się w koło.
Jeżeli lubicie dobrą, zaskakującą prozę, cenicie mocne rysy postaci, lubicie gdy nieomal osnuwa was niczym całunem mroczne napięcie, Cicha fala z pewnością przypadnie wam do gustu. Tematyka mocno psychologiczna, momentami nawet filozoficzna z wątkiem kryminalnym w tle.
Sednem, osią książki jest przede wszystkim wypalony, dojrzały policjant, który kilka miesięcy po traumatycznych przeżyciach dochodzi do siebie. 2 razy w tygodniu odwiedza psychoanalityka, zmniejsza dawki leków, powoli zaczyna cieszyć się prostymi rzeczami. W takim momencie poznajemy Roberta, oficera carabinieri.
Krok po kroku śledzimy wydarzenia, które doprowadziły męźczyznę na skraj załamania, poznajemy jego życie z okresu przed punktem zero, czyli swoistym zapalnikiem, który wywołał traumę, śledzimy to co się z bohaterem dzieje teraz.
Krok po kroku śledzimy także wydarzenia, za przyczyną których Robert wplątuje się w przedziwną, ale i groźną historię. Do tego dochodzi tajemnicza, intrygująca kobieta z reklam i 12-letni chłopiec, którego sny są niesamowicie realne, ale i groźne. Co tę trójkę łączy? Czy w ogóle coś ich łączy?
Prawdziwie mroczna, w stylu noir historia. Z tym, że od razu zaznaczam, nie jest to kryminał.
No przynajmniej nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Owszem wątek kryminalny, zbrodnia występują, ale nie w taki sposób, jak to sobie wyobraża przeciętny czytelnik.
Osią tej książki jest postać Roberta, doświadczonego carabinieri, człowieka po traumie, na rozdrożu. To na nim bazuje autor, a cała dalsza opowieść jest tylko dodatkiem (choć nie ukrywam, niezwykle zręcznym) do zaprezentowania podżwigania się człowieka z nieomal dna, wychodzenia z mroku na prostą.
Czyli cała akcja rozgrywa się wokół człowieka, którego pewnego dnia kolega policjant znajduje siedzącego przy biurku z pistoletem w ustach. Policjant opowiada, iż zastanawiał się wtedy, czy jeżeli strzeli sobie w głowę z bliska, naprawdę nie poczuje bólu, czy wtedy wszystko się skończy?! Czy gdy go znajdą, będzie leżał we własnych odchodach, jak zwłoki zamordowanych, które widział tyle razy. Czy instynktowny i nagły lęk przed śmiercią okazałby się wolniejszy niż nabój Parabellum kalibru dziewięć milimetrów, który miałby przeszyć jego mózg i roztrzaskać czaszkę.
Carofiglio ma dar oddawania mrocznej atmosfery, stopniowania napięcia, pokazywania dramatu jednostki. W tej książce stanął pod tym względem na wysokości zadania.
Brak w Cichej fali szybkiej akcji, brak pościgów, strzelanin. Jeżeli tego szukacie, to nie jest z pewnością książka dla was. Jest za to opowiedziana krótkimi rozdziałami (niczym migawkami filmu) sylwetka człowieka, jego praca w zasadzie u podstaw o odzyskanie życia i chęci do czegokolwiek, jest przemiana i walka z własnym wnętrzem i tym co dzieje się w koło.
Jeżeli lubicie dobrą, zaskakującą prozę, cenicie mocne rysy postaci, lubicie gdy nieomal osnuwa was niczym całunem mroczne napięcie, Cicha fala z pewnością przypadnie wam do gustu. Tematyka mocno psychologiczna, momentami nawet filozoficzna z wątkiem kryminalnym w tle.
czwartek, 3 listopada 2016
Carnivia- Rozgrzeszenie
Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5,5/6
Carnivia - Rozgrzeszenie, to trzecia część doskonałej trylogii. Niecierpliwie czekałam na finałowy tom. Poprzednie dwie części trylogii bardzo przypadły mi do gustu z co najmniej dwóch powodów.
Po pierwsze były to świetnie napisane książki, których lektura wciągała od pierwszej strony, a po drugie - uwielbiam Wenecję, a w obu tomach opisy miasta są niezwykle ważnym elementem fabuły.
Akcja tego (ku mojemu ubolewaniu) ostatniego tomu ponownie toczy się równolegle w dwóch Wenecjach: rzeczywistej i wirtualnej.
Carnivia.com to wirtualny świat, który jest wierną kopią rzeczywistego miasta na wodzie. Co ciekawe obie Wenecje istnieją równolegle, w obu można znaleźć się w każdej chwili.
Tym razem śledztwa prowadzi równolegle trójka głównych bohaterów - wenecka oficer carabinieri, twórca carnivia.com i amerykańska oficer wojskowa. Na pierwszy rzut oka nie mają one ze sobą nic wspólnego, ale to tylko pozory.
Nie będę nakreślać fabuły, nawet w zarysie. Nie ma to po prostu sensu. Śledztwa są skomplikowane, drobiazgowo opisane i w trakcie lektury należy im poświęcić sporo uwagi. Co zatem mogłabym o nich napisać w takiej notatce? Niewiele. W związku z tym postanowiłam fabuły nie nakreślać w ogóle. Chciałabym was tylko zachęcić do lektury całej trylogii. Naprawdę warto.
Muszę przyznać, iż finałowy tom trylogii jest najbardziej spektakularny jeżeli chodzi o literackie efekty specjalne, pomysłowość autora, ale także wymaga największej uwagi jeżeli chodzi o prowadzone dochodzenie. Sam finał, w którym autor przedstawia misterną, wielce skomplikowaną fikcyjną intrygę jest świetny, doskonale nakreślony i niebywale realistyczny. Jestem przekonana, iż większość czytelników po zakończeniu lektury tego tomu porządnie się zastanowi ile w intrydze i dowodach zebranych w trakcie śledztw jest prawdy, a ile fikcji.
Jonathan Holt po raz kolejny mnie porwał. Przede wszystkim zachwyca mnie doskonale oddany klimat Wenecji, miasta które uwielbiam i przynajmniej raz w roku staram się odwiedzić. Poza tym ciekawie skonstruowane śledztwa, niesamowita intryga, szybka akcja i wielokrotne zwroty fabuły. I oczywiście bohaterowie, ciekawi, niejednoznaczni, bardzo barwni.
Szkoda, że to już koniec przygód z Carnivią. Chociaż może to i dobrze... Gdyby autor kontynuował serię, w pewnym momencie istniałoby ryzyko znudzenia albo wręcz przekombinowania, pójścia na ilość nie na jakość. A tak Holt zostawił po sobie doskonałe wrażenie. Czekam niecierpliwie na nowe książki Jonathana Holta. Mam też nadzieję, że ktoś pokusi się o filmową adaptację wszystkich trzech tomów. Przy dobrym scenarzyście i reżyserze wyszedłby świetny film, ew. serial.
Carnivia - Rozgrzeszenie, to trzecia część doskonałej trylogii. Niecierpliwie czekałam na finałowy tom. Poprzednie dwie części trylogii bardzo przypadły mi do gustu z co najmniej dwóch powodów.
Po pierwsze były to świetnie napisane książki, których lektura wciągała od pierwszej strony, a po drugie - uwielbiam Wenecję, a w obu tomach opisy miasta są niezwykle ważnym elementem fabuły.
Akcja tego (ku mojemu ubolewaniu) ostatniego tomu ponownie toczy się równolegle w dwóch Wenecjach: rzeczywistej i wirtualnej.
Carnivia.com to wirtualny świat, który jest wierną kopią rzeczywistego miasta na wodzie. Co ciekawe obie Wenecje istnieją równolegle, w obu można znaleźć się w każdej chwili.
Tym razem śledztwa prowadzi równolegle trójka głównych bohaterów - wenecka oficer carabinieri, twórca carnivia.com i amerykańska oficer wojskowa. Na pierwszy rzut oka nie mają one ze sobą nic wspólnego, ale to tylko pozory.
Nie będę nakreślać fabuły, nawet w zarysie. Nie ma to po prostu sensu. Śledztwa są skomplikowane, drobiazgowo opisane i w trakcie lektury należy im poświęcić sporo uwagi. Co zatem mogłabym o nich napisać w takiej notatce? Niewiele. W związku z tym postanowiłam fabuły nie nakreślać w ogóle. Chciałabym was tylko zachęcić do lektury całej trylogii. Naprawdę warto.
Muszę przyznać, iż finałowy tom trylogii jest najbardziej spektakularny jeżeli chodzi o literackie efekty specjalne, pomysłowość autora, ale także wymaga największej uwagi jeżeli chodzi o prowadzone dochodzenie. Sam finał, w którym autor przedstawia misterną, wielce skomplikowaną fikcyjną intrygę jest świetny, doskonale nakreślony i niebywale realistyczny. Jestem przekonana, iż większość czytelników po zakończeniu lektury tego tomu porządnie się zastanowi ile w intrydze i dowodach zebranych w trakcie śledztw jest prawdy, a ile fikcji.
Jonathan Holt po raz kolejny mnie porwał. Przede wszystkim zachwyca mnie doskonale oddany klimat Wenecji, miasta które uwielbiam i przynajmniej raz w roku staram się odwiedzić. Poza tym ciekawie skonstruowane śledztwa, niesamowita intryga, szybka akcja i wielokrotne zwroty fabuły. I oczywiście bohaterowie, ciekawi, niejednoznaczni, bardzo barwni.
Szkoda, że to już koniec przygód z Carnivią. Chociaż może to i dobrze... Gdyby autor kontynuował serię, w pewnym momencie istniałoby ryzyko znudzenia albo wręcz przekombinowania, pójścia na ilość nie na jakość. A tak Holt zostawił po sobie doskonałe wrażenie. Czekam niecierpliwie na nowe książki Jonathana Holta. Mam też nadzieję, że ktoś pokusi się o filmową adaptację wszystkich trzech tomów. Przy dobrym scenarzyście i reżyserze wyszedłby świetny film, ew. serial.
piątek, 16 września 2016
Za dużo słońca Toskanii. Opowieści o Chianti, Dario Castagno
Do kupienia tej książki skłoniła mnie przepiękna okładka, nazwa
mojego ulubionego wina w tytule oraz poniższy cytat umieszczony na
obwolucie:
Dario Castagno popełnił świetną ksiażkę, która zabiera nas w pełną
anegdot i historii wędrówkę po Chianti. A dodać trzeba, że autor wie, o
czym pisze, gdyż od ponad dwunastu lat pracuje jako przewodnik turystów
indywidualnych po regionie.
Zbeletryzowany dziennik zawiera wiele zabawnych historyjek, stawiających jego amerykańskich klientów w nie najlepszym świetle, liczne elementy autobiograficzne oraz wiele informacji o historii, kulturze i tradycjach regionu. Podczas lektury poznajemy wiele nietuzinkowych osób, odkrywamy różne tajemnice wina i toskańskiej kuchni oraz uświadamiamy sobie ogrom różnic kulturowych dzielących mieszkańców USA i Europy. A wszystko podane pięknym językiem i okraszone samokrytycznymi uwagami autora i jego niebywałym poczuciem humoru. Nie znajdziemy w tej książce opisu trudów tworzenia winnicy czy renowacji starych domostw. Jej atutem jest fachowa wiedza eksperta podparta miłością autora do swojej małej ojczyzny.
Wspaniała lektura, którą serdecznie polecam!
"Czasem odnoszę wrażenie, że wystarczy w
tytule książki umieścić słowo "Toskania", żeby edycja natychmiast
otrzymała przepustkę do amerykańskich list bestsellerów. Pamiętając o
tym i nie lekceważąc tych pisarzy, którzy pisali przede mną, skromnie
sugeruję, że przyszedł już czas, aby autentyczny Toskańczyk też włączył
się do współzawodnictwa. Napisałem więc książkę z dokładnie
przeciwnego punktu widzenia: rodowitego Toskańczyka opisującego coraz
większą falę rozentuzjazmowanych Amerykanów, lądujących na jego własnym
przyczółku"
Zbeletryzowany dziennik zawiera wiele zabawnych historyjek, stawiających jego amerykańskich klientów w nie najlepszym świetle, liczne elementy autobiograficzne oraz wiele informacji o historii, kulturze i tradycjach regionu. Podczas lektury poznajemy wiele nietuzinkowych osób, odkrywamy różne tajemnice wina i toskańskiej kuchni oraz uświadamiamy sobie ogrom różnic kulturowych dzielących mieszkańców USA i Europy. A wszystko podane pięknym językiem i okraszone samokrytycznymi uwagami autora i jego niebywałym poczuciem humoru. Nie znajdziemy w tej książce opisu trudów tworzenia winnicy czy renowacji starych domostw. Jej atutem jest fachowa wiedza eksperta podparta miłością autora do swojej małej ojczyzny.
Wspaniała lektura, którą serdecznie polecam!
Na zakończenie jeszcze jeden cytat:
"Moje ulubione pytanie pochodzi od klienta, który, przeglądając mapę Włoch podczas wyprawy na wieś, zapytał, czy kangurom udaje się przeskoczyć granicę. Przez dłuższą chwilę nie mogłem się zorientować, o co mu chodzi, więc odpowiedziałem, że z pewnością żadnych kangurów nie zobaczymy. Dopiero składając mapę pozostawioną na tylnym siedzeniu, zauważyłem, że pomyliła mu się sąsiadująca z nami Austria z innym krajem, położonym o wiele dalej." (str. 186)
"Moje ulubione pytanie pochodzi od klienta, który, przeglądając mapę Włoch podczas wyprawy na wieś, zapytał, czy kangurom udaje się przeskoczyć granicę. Przez dłuższą chwilę nie mogłem się zorientować, o co mu chodzi, więc odpowiedziałem, że z pewnością żadnych kangurów nie zobaczymy. Dopiero składając mapę pozostawioną na tylnym siedzeniu, zauważyłem, że pomyliła mu się sąsiadująca z nami Austria z innym krajem, położonym o wiele dalej." (str. 186)
piątek, 2 września 2016
Cmentarz tajemnic - David Hewson
Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Autor Cmentarza tajemnic, David Hewson, to także znany autor serii kryminalnej Dochodzenie. Wszystkie trzy tomy cyklu zostały napisane na podstawie duńskiego serialu The Killing. Już przy okazji lektury kolejnych tomów Dochodzenia zachwycił mnie sposób pisania Hewsona. Swoją klasę autor ponownie ukazał w Cmentarzu tajemnic, książce, która z wielu powodów bardzo przypadła mi do gustu.
Intryga rozgrywa się w Wenecji. Poza tym nic w tej historii nie jest pewne. Naprzemiennie śledzimy poczynania grupy bohaterów rozgrywające się w latach 30. XVIII wieku i współcześnie. Treścią są tajemnice, jakie od wieków skrywa Wenecja. Tajemnice te niezależnie od okresu, w jakim bohaterowie chcą je poznać, skrywają wielki sekret i jeszcze większe niebezpieczeństwo.
XVIII-wieczny sekret to kwestia twórczości rezydującego wtedy w mieście na wodzie Vivaldiego oraz Żydów, którzy zostali wykluczeni z miejskiej społeczności i umieszczeniu w getcie na jednej z weneckich wysepek.
Tajemnica współczesna, to dramatyczne zabójstwo na weneckim cmentarzu oraz sekret jaki w podziemiach jednego z pałaców na wodzie odkrywa angielski student Daniel Forster. Przybył on do miasta na zaproszenie jednego z weneckich mecenasów sztuki. Młody człowiek jest pewien, iż będzie to zarówno wyjątkowa praca, jak i niesamowita przygoda. Co do obu tych faktów nie myli się. Dokonuje on bowiem odkrycia, które może go uczynić sławnym, albo..martwym.
Hewson niespiesznie (jak to w Wenecji bywa) snuje trzy fascynujące opowieści, które z początku zupełnie ze sobą niepowiązane w pewnym momencie łączą się w zupełnie nieoczekiwany i pełen dramatów ciąg dalszy. A finał całej historii jest zaskakujący, podobnie jak Wenecja, po której wspaniale oprowadza nas autor książki.
Cmentarz tajemnic ma same plusy, poczynając od niesamowitej wprost intrygi kryminalnej, której majstersztyku absolutnie nic nie zapowiada, poprzez wielką tajemnicę, genialnie oddany klimat XVIII-wiecznego i współczesnego miasta aż po zaskakujący finał.
Nie ukrywam, iż Hewson ma odrobinę specyficzny styl pisania. Wdrożenie się w pełni w akcję zabiera kilkanaście stron. Lecz później od lektury nie sposób się oderwać.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę niesamowitą, pełną magicznego klimatu i wielkich tajemnic książkę.
Autor Cmentarza tajemnic, David Hewson, to także znany autor serii kryminalnej Dochodzenie. Wszystkie trzy tomy cyklu zostały napisane na podstawie duńskiego serialu The Killing. Już przy okazji lektury kolejnych tomów Dochodzenia zachwycił mnie sposób pisania Hewsona. Swoją klasę autor ponownie ukazał w Cmentarzu tajemnic, książce, która z wielu powodów bardzo przypadła mi do gustu.
Intryga rozgrywa się w Wenecji. Poza tym nic w tej historii nie jest pewne. Naprzemiennie śledzimy poczynania grupy bohaterów rozgrywające się w latach 30. XVIII wieku i współcześnie. Treścią są tajemnice, jakie od wieków skrywa Wenecja. Tajemnice te niezależnie od okresu, w jakim bohaterowie chcą je poznać, skrywają wielki sekret i jeszcze większe niebezpieczeństwo.
XVIII-wieczny sekret to kwestia twórczości rezydującego wtedy w mieście na wodzie Vivaldiego oraz Żydów, którzy zostali wykluczeni z miejskiej społeczności i umieszczeniu w getcie na jednej z weneckich wysepek.
Tajemnica współczesna, to dramatyczne zabójstwo na weneckim cmentarzu oraz sekret jaki w podziemiach jednego z pałaców na wodzie odkrywa angielski student Daniel Forster. Przybył on do miasta na zaproszenie jednego z weneckich mecenasów sztuki. Młody człowiek jest pewien, iż będzie to zarówno wyjątkowa praca, jak i niesamowita przygoda. Co do obu tych faktów nie myli się. Dokonuje on bowiem odkrycia, które może go uczynić sławnym, albo..martwym.
Hewson niespiesznie (jak to w Wenecji bywa) snuje trzy fascynujące opowieści, które z początku zupełnie ze sobą niepowiązane w pewnym momencie łączą się w zupełnie nieoczekiwany i pełen dramatów ciąg dalszy. A finał całej historii jest zaskakujący, podobnie jak Wenecja, po której wspaniale oprowadza nas autor książki.
Cmentarz tajemnic ma same plusy, poczynając od niesamowitej wprost intrygi kryminalnej, której majstersztyku absolutnie nic nie zapowiada, poprzez wielką tajemnicę, genialnie oddany klimat XVIII-wiecznego i współczesnego miasta aż po zaskakujący finał.
Nie ukrywam, iż Hewson ma odrobinę specyficzny styl pisania. Wdrożenie się w pełni w akcję zabiera kilkanaście stron. Lecz później od lektury nie sposób się oderwać.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę niesamowitą, pełną magicznego klimatu i wielkich tajemnic książkę.
czwartek, 1 września 2016
Zgubne środki - Donna Leon
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Kolejny kryminał z mojej ulubionej serii z komisarzem Brunettim i Wenecją w roli głównej. Tym razem sprawa dotknie bezpośrednio komisarza i jego rodziny. Pewnej nocy komisarza budzi telefon - jego podwładni informują, że zatrzymali jego żonę. Kilka dni temu doszło między nimi do gwałtownej kłótni na temat seksturystyki oferowanej przez włoskie biura podróży pod szyldem "Dyskretna obsługa hotelowa. Miłe towarzystwo". Paola postanowiła zainterweniować w tej sprawie, rozmijając się nieco z literą prawa i poprzez akt wandalizmu protestuje przeciw praktykom biur podróży, które pod przykrywką organizowania wycieczek do takich krajów jak Tajlandia, czy Filipiny, zapewniają swoim klientom łatwy dostęp do zmuszanych do prostytucji dzieci. Chociaż zarówno Guido, jak i Paola wiedzą, że racja moralna jest po stronie Paoli, prawo włoskie nie zabrania jednak wycieczek zagranicznych, jakkolwiek godny potępienia byłby ich cel. Brunetti, choć podziela oburzenie wobec zawoalowanego reklamowania seksturystyki przez biura podróży, jako policjant zobowiązany jest aresztować sprawcę przestępstwa wandalizmu, a więc własną żonę. Próbując zapobiec “wojnie domowej”, a także chronić Paolę przed odpowiedzialnością karną, staje się mimowolnym wspólnikiem popełnionego przez nią wykroczenia i tym samym poważnie naraża swoją karierę zawodową. Sytuacja znacznie się komplikuje, gdy zostaje zamordowany właściciel jednego z biur podróży proponujących owe "dyskretne" wycieczki - nieuchronnie podejrzenie pada na nią. Dodatkowo pojawiają się wątki handlu przeterminowanymi, nielegalnymi lekami i ostrej pornografii. Komisarz Brunetti, mimo że został wysłany przez szefa na tajemniczy "urlop administracyjny", musi tę sprawę rozwiązać - bardzo szybko okazuje się, że jej korzenie sięgają znacznie dalej niż proceder seksualnego wykorzystywania nieletnich. Tylko czy uda się ukarać winnych?
To kolejny przeczytany przeze mnie kryminał Donny Leon i po raz kolejny jestem nim wręcz zachwycona, podobnie, jak całą serią. Co dla mnie istotne Zgubne środki podobnie, jak pozostałe kryminały autorstwa Leon, poruszają nie tylko kwestię kryminalną, ale także kwestie obyczajowe, moralne, społeczne. Wątek kryminalny w Zgubnych środkach podobnie, jak w innych książkach Donny Leon jest czymś realnym, dziejącym się obok zwykłych ludzi, historią jakich mnóstwo, historią na jaką najprawdopodobniej większość z nas nie zwróciłaby uwagi. Chociaż sama akcja w Zgubnych środkach nie należy do tych ala amerykańskich, gdzie mamy mnóstwo strzelaniny i bohaterów na zasadzie "zabili go i uciekł", to jednak jest to doskonały kryminał z wątkami społecznymi i opisami przepięknej, magicznej Wenecji. Gorąco polecam.
Kolejny kryminał z mojej ulubionej serii z komisarzem Brunettim i Wenecją w roli głównej. Tym razem sprawa dotknie bezpośrednio komisarza i jego rodziny. Pewnej nocy komisarza budzi telefon - jego podwładni informują, że zatrzymali jego żonę. Kilka dni temu doszło między nimi do gwałtownej kłótni na temat seksturystyki oferowanej przez włoskie biura podróży pod szyldem "Dyskretna obsługa hotelowa. Miłe towarzystwo". Paola postanowiła zainterweniować w tej sprawie, rozmijając się nieco z literą prawa i poprzez akt wandalizmu protestuje przeciw praktykom biur podróży, które pod przykrywką organizowania wycieczek do takich krajów jak Tajlandia, czy Filipiny, zapewniają swoim klientom łatwy dostęp do zmuszanych do prostytucji dzieci. Chociaż zarówno Guido, jak i Paola wiedzą, że racja moralna jest po stronie Paoli, prawo włoskie nie zabrania jednak wycieczek zagranicznych, jakkolwiek godny potępienia byłby ich cel. Brunetti, choć podziela oburzenie wobec zawoalowanego reklamowania seksturystyki przez biura podróży, jako policjant zobowiązany jest aresztować sprawcę przestępstwa wandalizmu, a więc własną żonę. Próbując zapobiec “wojnie domowej”, a także chronić Paolę przed odpowiedzialnością karną, staje się mimowolnym wspólnikiem popełnionego przez nią wykroczenia i tym samym poważnie naraża swoją karierę zawodową. Sytuacja znacznie się komplikuje, gdy zostaje zamordowany właściciel jednego z biur podróży proponujących owe "dyskretne" wycieczki - nieuchronnie podejrzenie pada na nią. Dodatkowo pojawiają się wątki handlu przeterminowanymi, nielegalnymi lekami i ostrej pornografii. Komisarz Brunetti, mimo że został wysłany przez szefa na tajemniczy "urlop administracyjny", musi tę sprawę rozwiązać - bardzo szybko okazuje się, że jej korzenie sięgają znacznie dalej niż proceder seksualnego wykorzystywania nieletnich. Tylko czy uda się ukarać winnych?
To kolejny przeczytany przeze mnie kryminał Donny Leon i po raz kolejny jestem nim wręcz zachwycona, podobnie, jak całą serią. Co dla mnie istotne Zgubne środki podobnie, jak pozostałe kryminały autorstwa Leon, poruszają nie tylko kwestię kryminalną, ale także kwestie obyczajowe, moralne, społeczne. Wątek kryminalny w Zgubnych środkach podobnie, jak w innych książkach Donny Leon jest czymś realnym, dziejącym się obok zwykłych ludzi, historią jakich mnóstwo, historią na jaką najprawdopodobniej większość z nas nie zwróciłaby uwagi. Chociaż sama akcja w Zgubnych środkach nie należy do tych ala amerykańskich, gdzie mamy mnóstwo strzelaniny i bohaterów na zasadzie "zabili go i uciekł", to jednak jest to doskonały kryminał z wątkami społecznymi i opisami przepięknej, magicznej Wenecji. Gorąco polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






